Noc Kultury 2020

Tegoroczna odsłona Nocy Kultury była naprawdę imponująca. Tu i ówdzie dawało się nawet słyszeć głosy, że kto poświęcił piątkowy wieczór i kawałek nocy (11 września) na to by odwiedzić wszystkie miejsca, w których się naprawdę wiele działo, mógł poczuć kulturalną sytość na kilka miesięcy.

Drogi Janku

Wstrząsem zapowiadającym już tylko narastanie napięcia była inauguracja Nocy. Wybrano na nią wernisaż prac z ostatnich czterech lat Jana Sznajdra – znakomitego artysty, gawędziarza, odważnego człowieka i wspaniałego kompana. Niestety, odbył się on bez udziału malarza, który szczególną estymą darzy galerię Wieża Ciśnień. Kilka dni wcześniej bowiem artysta uległ wypadkowi i znalazł się w szpitalu. Ale nie zapomnieli o nim ci, którzy przyszli na wernisaż. Przesłali mu serdeczny list zaczynający się właśnie od słów: „Drogi Janku…”.

Wystawa w Wieży to zestaw kilkudziesięciu prac bardzo typowych dla Jana Sznajdra. Mówił o tym z ogromnym przejęciem i wzruszeniem Robert Brzęcki, kurator galerii. Mówi o tym też sam autor w obszernym wywiadzie pomieszczonym w znakomitym katalogu.

Nasza Krysia

Odległość dzieląca Wieżę od Centrum Kultury i Sztuki - organizatora Nocy, przy współpracy m.in. z Miastem Konin - pozwalała trochę ochłonąć po niesamowitych wrażeniach Sznajdrowej wystawy. Ale mylił się ten, kto oczekiwał przy ulicy Okólnej spokoju. Oto bowiem praktycznie wszędzie na parterze siedziby CKiS-u zawisły obrazy Krystyny Ruminkiewicz, o której przecież i tak mówimy „nasza Krysia”. Malarka wróciła do tej galerii po 13 latach i już od progu widać było jak pieczołowicie zadbała o swoje talenty. To bowiem, co można obejrzeć daleko wykracza poza pewien stereotyp, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Widać że Krystyna Ruminkiewicz nadal poszukuje, eksperymentuje i sięga po zupełnie inne obszary niż wcześniej. A przy tym nadal jest „naszą Krysią”, dającą ukojenie, odpoczynek i – co tu dużo kryć – radość z patrzenia na efekty jej pracy.

Muzyczna Wieża

Do Wieży Ciśnień nie dało się nie wrócić. Po półrocznej przerwie zaproszono do niej na koncert trio KaMaSz (Marek Kądziela - gitara, Jacek Mazurkiewicz - kontrabas i Krzysztof Szmańda – perkusja), czyli na „wielki odpływ” z muzyką. To co zaprezentowali artyści było nieprzeciętne. Zachwycające wręcz w swojej estetyce, muzyczne kulturze i … - tu wpisz Drogi Czytelniku każdy inny pozytyw, bo się należy. A sama muzyka stanowiła znakomite przygotowanie do tego, co za kilkadziesiąt minut miało się wydarzyć przed CKiS.

Łąki jest tylko Łan

Na plenerowej scenie bowiem pojawili się muzycy tworzący zespół Łąki Łan. I dzięki Kubie Piaseckiemu oraz CKiS-owi, a także Miastu Konin (pamiętne „musztardowe koncerty” w starym Oskardzie) mogliśmy śledzić rozwój tej grupy i jej muzykę. Warto było. Obok znakomitych propozycji grający na różnych instrumentach oraz charyzmatyczny wokalista zaproponowali mnóstwo wrażeń wizualnych, tworząc kolorowa grupę krasnali(?), gnomików (?), wesołych leśnych duszków(?). I pewnie każda odpowiedź jest prawidłowa, to jednak publiczność, która przyszła na ich piątkowo-wieczorny koncert miała z czego i czym się cieszyć. Zresztą Łąki Łan też byli bardzo, bardzo zadowoleni.

Finisz z zawrotem głowy

I jakby tego było mało koniecznie jeszcze trzeba powiedzieć, że zdjęcia członków Konińskiego Klubu Fotograficznego „Ece Hope”, zawieszone w części na Wieży Ciśnień, a w części eksponowane w jednym z ekologicznych autobusów MZK o każdej porze dnia i nocy prezentowały się i prezentują nadal znakomicie. Dobrze że konińscy fotograficy poszukują nowych tematów, dających świeże spojrzenie nie tylko na otaczający nas świat, ale i jego problemy.

Wytchnieniem z pewnością było silent disco. Ale już na „Plakatobraniu” trudno było ustrzec się emocji - choćby na widok „świętych gralów” poszukiwanych przez kolekcjonerów. Na sam koniec można było odlecieć w kosmos z Evą Grenn, za sprawa filmu „Proxima”, w Nocnym Kinie Konesera.

Wróć